Jak co roku (nie tylko w Chałupach) 24 grudnia jest wigilia.
Za to od jakiegoś czasu nie dochodzi w moim domu w tym dniu do żadnych spięć. Jeszcze kilka lat temu po kilkudniowym przebywaniu ze sobą wszystkich domowników w jednym czasie w mieszkaniu napięcie rosło, rosło, rosło i zawsze w wigilię wybuchało. By przy wigilijnym stole znowu dochodziło do „rozejmu”. Teraz nic nie narasta, nic nie wybucha, więc i rozejmu nie ma. Czy tradycja się zepsuła… nie wiem, ale nawet jeśli, to mi to nie przeszkadza. Obecnie co najwyżej sobie wrzucamy coś na garba, ale to jest rodzinne, choć ja w tym jestem najlepszy 😛 I z moich wrzutów i ripost śmieją się nawet osoby „poszkodowane”.
Tradycyjnie już za to (no dobra, dopiero drugi raz, ale mam doświadczenie jeszcze z biblioteki) zostałem Mikołajem (Świętym) i rozdawałem prezenty (nie)grzecznym dzieciom Marcina i Krzyśka. Dziewczynki nadal nie wiedzą, jak to możliwe, że są obaj Tatusiowie, jest dziadek, a tu Mikołaj przyszedł. Na dodatek zna je po imieniu, ma prezenty, jakie chciały, a czasem nawet zna grzeszki.