Książki

Posłuchaj wpisu (3:08)

Czyta syntetyczny głos AI Google

Książki

Dlaczego czytam tyle książek?

Lubię czytać. Nawet bardzo. Co więcej, przez lata przeczytałem całkiem sporo książek. Na tyle dużo, że momentami zaczynam podejrzewać, iż mógłbym uchodzić za człowieka oczytanego. Oczywiście tylko do chwili, kiedy spotkam się z infobrokerem pracującym w bibliotece. Wtedy okaże się, że nie mam pojęcia, o czym mówi. Na tej stronie zebrałem książki, które przeczytałem. To eksport z Legimi i co jakiś czas będę go uzupełniał. Jest ich trochę.

Niektóre były świetne, niektóre bardzo dobre, niektóre po prostu dobre. A przy niektórych do dziś zastanawiam się, dlaczego właściwie je skończyłem. Mam taką dziwną przypadłość – jak już zacznę książkę, to zazwyczaj ją kończę. Nawet jeśli po dwustu stronach zaczynam podejrzewać, że autor osobiście mnie nie lubi. Z całej listy nie dałem rady tylko jednej, ale nie napiszę jakiej, by się Kamil Janicki nie obraził :P.

Gdzie znajduję czas na czytanie?

Lista jest więc całkiem pokaźna. Z pewnością nie świadczy o tym, że mam za dużo wolnego czasu. Wręcz przeciwnie. Jest dowodem na wyjątkową umiejętność wygospodarowania czasu, którego podobno nie mam. Większość z nich to audiobooki. Czytanie zaczyna się przy wejściu do samochodu. Zmiana na słuchawki, pociąg, tramwaj, droga do biura – wszędzie można słuchać.

O „Lesiu” Joanny Chmielewskiej

A teraz najważniejsze. Na tej liście nie ma „Lesia” Joanny Chmielewskiej. I zanim ktoś zacznie pisać, że Waldek coś przeoczył – nie przeoczył. „Lesia” czytam co najmniej dwa razy w roku. Nie dlatego, że zapomniałem, co się wydarzyło. Niektóre książki czyta się dla fabuły. Inne dla wiedzy. Jeszcze inne dla literackich doznań. A „Lesia” czyta się, bo człowiek potrzebuje czasem przypomnienia, że można mieć kompletny bałagan w głowie. Można mieć absolutny chaos wokół siebie i mimo wszystko jakoś funkcjonować. Czyli literatura bliska życiu. Powiedziałbym nawet, że momentami dokumentalna. 😉

Dlatego oficjalna lista książek, które przeczytałem, jest trochę nieuczciwa. Nie uwzględnia bowiem książek, do których wracam regularnie. A „Lesio” zdecydowanie nie jest już książką przeczytaną. „Lesio” jest członkiem rodziny. Ma tylko tę przewagę nad większością członków rodziny, że można go zamknąć i odłożyć na półkę. Nikt się nie obrazi. Do następnego czytania. Czyli mniej więcej za pół roku.

Miłego grzebania w mojej bibliotecznej historii. I pamiętajcie – liczba przeczytanych książek nie świadczy jeszcze o inteligencji. Wiem, co mówię. Mam listę.