Śmigus Dyngus i inne kwietniowe tradycje
Kwiecień rozpoczął się świątecznie od Śmigus Dyngus, który przyniósł niespodziankę w postaci lekko spóźnionego tortu urodzinowego, dzielonego z chrześniakiem. Młody jest jeszcze za młody, by podzielać moje pasje, ale ja jestem już za stary, by konkurować z nim w grach wideo, takich jak FIFA. Udaje mi się go czasem pokonać, gdy podstępnie go rozpraszam. Moje ręce, przyzwyczajone do joysticków, nie radzą sobie z padami wymagającymi precyzji godnej pająka lub węża. Prędzej Rafcio podzieli moją miłość do dobrych alkoholi niż zagramy razem w Fortnite.
W kwietniu odbyły się również chrzciny Marcelka, który dzielnie znosił uroczystość w garniturze, choć na boso.
Bawiliśmy się także na kolejnej rocznicy 18. urodzin Iwony. Zabawa była udana, choć tego dnia nie mogłem włączyć trybu tańca — bez odpowiedniego „smarowania” daleko się nie zajedzie.






