Po czterdziestce człowiek podobno zaczyna podsumowywać życie. U mnie wygląda to trochę inaczej – ja wciąż jestem w wersji beta i regularnie wypuszczam kolejne aktualizacje.
Patrząc wstecz, doszedłem do prostego wniosku: większość moich najlepszych pomysłów narodziła się z… nudy. Jedni z nudów oglądają seriale. Ja z nudów zakładałem portale internetowe, organizowałem różne przedsięwzięcia, studiowałem kolejne kierunki, prowadziłem projekty, wyjeżdżałem za granicę i wplątywałem się w rzeczy, które później zajmowały mi następnych kilka lat. Gdybym kiedyś naprawdę nie miał co robić, istnieje spore ryzyko, że założyłbym własne państwo.
Człowiek orkiestra i życiowe aktualizacje
Moja droga zawodowa przypomina trochę wyszukiwarkę Google po wpisaniu hasła „człowiek orkiestra”. Z wykształcenia mechanik samochodowy, z zawodu informatyk, z zamiłowania społecznik, fotograf, organizator, menedżer, a od czasu do czasu również specjalista od gaszenia cudzych pożarów. Krótko mówiąc – gdy ktoś nie wie, kto ma to zrobić, zwykle kończy się na mnie.
Życie nauczyło mnie też, że studia nie są po to, żeby je kończyć szybko, tylko żeby mieć o czym opowiadać. Niektóre uczelnie wspominam bardzo ciepło. Inne chyba wspominają mnie jeszcze cieplej.
40 lat – podsumowanie życia z przymrużeniem oka
W 2010 roku uznałem, że czas się ustatkować, więc się ożeniłem. W 2017 roku doszedłem do wniosku, że doświadczeń życiowych nigdy za wiele, więc się rozwiodłem. Dzięki temu mogę dziś z pełnym przekonaniem powiedzieć, że instrukcja obsługi małżeństwa zdecydowanie nie była dołączona do kompletu.
Od lat słyszę, że jestem spokojny, cierpliwy i trudno mnie wyprowadzić z równowagi. To prawda. W końcu informatyk nie denerwuje się na komputer. Najpierw próbuje go naprawić. Dopiero później rozmawia z nim bardzo niecenzuralnym językiem.
Brak odrzutowca, ale dużo historii
Nie dorobiłem się jachtu, prywatnego odrzutowca ani willi z basenem. Za to dorobiłem się znajomych, przyjaciół, wspomnień i tylu historii, że spokojnie wystarczyłoby na kilka sezonów serialu. Co ciekawe, większość z nich zaczyna się od słów: „A wiesz, był taki jeden pomysł…”.
Jeżeli więc ktoś zapyta mnie, jaki był przepis na moje pierwsze czterdzieści lat, odpowiedź jest prosta: trochę ciekawości, trochę uporu, sporo przypadku, odrobina szaleństwa i bardzo dużo szczęścia do ludzi. Reszta po prostu wydarzyła się sama… albo wydarzy się jutro. W końcu z terminami nigdy nie było mi po drodze.
Dziękuję Facebookowi za pamięć i znajomym za życzenia