Tour de Stand-up Warszawa 

W lutym 2018 roku na scenę wtoczyła się ekipa Tour De Stand-up z misją prostą jak konstrukcja krzesła – doprowadzić publiczność do łez. Ze śmiechu, oczywiście. Czterech komików uznało, że najlepszym sposobem na przetrwanie zimy jest bezlitosne wyśmianie codzienności, absurdów i… przy okazji samych siebie. Organizatorzy zapewniali, że nawet ci, którzy widzieli już wszystkich artystów, usłyszą nowe żarty. I nie były to obietnice z kategorii „od poniedziałku zaczynam ćwiczyć”, lecz całkiem realna zapowiedź. Na scenie pojawiło się tyle premierowego materiału, że nawet najbardziej zagorzali fani musieli śmiać się z czegoś po raz pierwszy.

Krzysztof Jahns udowodnił, że festiwalowe nagrody i telewizyjne występy nie psują poczucia humoru. Wręcz przeciwnie – z chirurgiczną precyzją rozkładał codzienne sytuacje na części pierwsze, a publiczność ochoczo dokładała do tego kolejne salwy śmiechu.
Tomek Nowaczyk, człowiek, który przebiegł kilkanaście maratonów, pokazał, że równie skutecznie potrafi przebiec przez cierpliwość widzów… tylko po to, żeby na końcu zafundować im komediowy sprint do łez. Autor wierszy dla dzieci tym razem przypomniał wszystkim dorosłym, że ich życie samo w sobie jest świetnym materiałem na stand-up.
Grzegorz Dolniak wystąpił z klasą dżentelmena, ale dla żartów nie miał żadnej taryfy ulgowej. Kiedy brał na celownik ludzkie przyzwyczajenia, można było odnieść wrażenie, że część publiczności śmieje się trochę za głośno… z ulgą, że tym razem to nie o nich.
Na zakończenie Mieszko Minkiewicz udowodnił, że dziesięć lat spędzonych na scenie nie poszło na marne. Z właściwym sobie spokojem serwował kolejne historie, a śmiech rozchodził się po sali szybciej niż plotki w małym mieście.
Wieczór zakończył się bez strat w ludziach, choć odnotowano liczne przypadki bólu brzucha od śmiechu, mokrych od łez policzków i chwilowej utraty kontroli nad własną powagą. Jedno jest pewne – Tour De Stand-up po raz kolejny udowodnił, że najlepszym lekarstwem na zimową chandrę nie jest herbata z cytryną, lecz czterech komików uzbrojonych w mikrofony i wyjątkowo celne żarty.