Dziś w CK Grodzisk uczestniczyłem w pożegnalnej trasie Kabaretu Limo zatytułowanej „Ostatnie Pożegnanie”. Już sama nazwa budziła lekkie ukłucie nostalgii, bo świadomość, że oglądam jeden z ostatnich występów tej grupy, była trochę jak pożegnanie ze starym znajomym. Na szczęście Limo nie przyszło tego wieczoru urządzać smutnego rozstania – przyszło zrobić wielką, absurdalną imprezę, podczas której powaga miała zakaz wstępu. Na scenie pojawili się Abelard Giza, Ewa Błachnio, Szymon Jachimek i Wojciech Tremiszewski – ekipa, która przez lata wypracowała własny, niepodrabialny styl pełen absurdu, przewrotności i humoru, który potrafił jednocześnie rozbawić i zmusić do lekkiego zastanowienia. Od pierwszych minut było wiadomo, że nie będzie to zwykły występ. Kabaret Limo potraktował publiczność jak grupę starych znajomych zaproszonych na ostatnią wielką imprezę. Na scenę powróciły najbardziej rozpoznawalne skecze i piosenki z historii zespołu, a także starsze „piwniczne” numery, które przez lata czekały na swoje drugie życie. Nie zabrakło charakterystycznego świata Limo – pełnego dziwnych postaci, nieoczekiwanych zwrotów akcji i sytuacji, w których zwykła codzienność po kilku sekundach zamieniała się w kompletny chaos. Pojawiły się klimaty znane z takich numerów jak „Hitler zmienia nazwisko”, gdzie absurd osiągał poziom niemal olimpijski, czy scenek z łysiejącym Blachą, który stał się jednym z pamiętnych elementów kabaretowego uniwersum. Abelard Giza jak zwykle potrafił jednym spojrzeniem i sposobem prowadzenia postaci wywołać salwę śmiechu, Ewa Błachnio wnosiła na scenę ogromną energię i charakter, Szymon Jachimek bawił precyzją obserwacji i specyficznym poczuciem humoru, a Wojciech Tremiszewski udowadniał, że ekspresja sceniczna może być osobną dyscypliną sportową. Razem tworzyli mieszankę, która działała jak dobrze przygotowany koktajl – trochę absurdu, trochę inteligentnej satyry i bardzo dużo śmiechu. Najbardziej charakterystyczne dla tego wieczoru było to, że nikt nie miał poczucia oglądania końca. Bardziej przypominało to wielką zabawę na pożegnanie, podczas której artyści wyciągnęli z szuflady najlepsze pomysły i pozwolili sobie jeszcze raz pobawić się konwencją. Improwizacja, kontrolowana głupawka i sceniczny luz sprawiały, że każda minuta mogła skręcić w zupełnie niespodziewanym kierunku. Po zakończeniu występu wychodziłem z Centrum Kultury z mieszanką radości i lekkiego żalu. Z jednej strony miałem świadomość, że uczestniczyłem w wyjątkowym wydarzeniu, z drugiej – szkoda było żegnać ekipę, która przez lata udowadniała, że kabaret może być czymś więcej niż tylko serią żartów. Tego wieczoru Limo zostawiło po sobie nie smutek, ale ślad w postaci obolałych od śmiechu policzków i przekonania, że na pożegnanie można wybrać najlepszy możliwy sposób – rozśmieszając ludzi do ostatniej minuty.
Kabaret Limo
Grodzisk Mazowiecki
11/2014