BMW Sauber F1 Team Pit Lane Park

BMW Sauber F1 Team Pit Lane Park – sama nazwa brzmi jak hasło do Wi-Fi na lotnisku, a przecież chodzi o imprezę, która odbyła się w Warszawie dla polskich fanów Formuły 1, było to wydarzenie niemal historyczne i było namiastką Grand Prix Polski. Była to jedyna okazja, żeby zobaczyć z bliska bolid F1, usłyszeć jego ryk i przekonać się, że zatyczki do uszu nie są modnym dodatkiem, tylko sprzętem ratunkowym. No i oczywiście zobaczyć się Roberta Kubicę. Nie pojechać? To było prawie jak odmówić darmowej pizzy.
Najbardziej utkwiły mi w pamięci dwie rzeczy – gigantyczne kolejki i sierpniowe słońce, które najwyraźniej postanowiło sprawdzić wytrzymałość kibiców. Organizatorzy chyba nie przewidzieli, że chętnych będzie aż tylu. Park miał ograniczoną pojemność, więc ludzi wpuszczano partiami. Jako że był z nami mały Mateusz i szybko się kolejką znudził to Tomek zdążył odwieść go do domu i wrócić i szybko mnie w kolejce znaleźć bo daleko nie odszedłem.
Po przejściu kontroli bezpieczeństwa – a plecaki sprawdzano chyba dokładniej niż przy odprawie na lot kosmiczny – na uczestników czekały uśmiechnięte hostessy, pamiątkowe smycze i zatyczki do uszu. Te ostatnie szybko okazywały się najbardziej praktycznym prezentem dnia. Na miejscu można było obejrzeć z bliska elementy bolidu, pobawić się w mechanika podczas tankowania przezroczystej Formuły 1 i sprawdzić, czy wymiana opon w mniej niż 10 sekund to rzeczywiście takie proste. Większość uczestników błyskawicznie odkrywała, że w telewizji wszystko wygląda łatwiej. Najszybsi otrzymywali certyfikat, a pozostali – satysfakcję i lekką zadyszkę. Ogromnym zainteresowaniem cieszyły się symulatory Formuły 1. Tam każdy mógł poczuć się jak przyszły mistrz świata… przynajmniej do pierwszego zakrętu, który często kończył się widowiskowym spotkaniem z wirtualną bandą. Popularnością cieszyły się również pamiątkowe zdjęcia przy bolidzie oraz sklep z gadżetami, skutecznie przypominający, że portfel też ma swoje granice. Już przy wejściu można było podziwiać BMW Sauber F1.07 – bolid używany w sezonie 2007. Największą frajdą była możliwość obejrzenia z bliska elementów, których podczas wyścigów praktycznie nigdy nie widać. Silnik V8 o pojemności 2,4 litra, układ wydechowy czy inne podzespoły można było zobaczyć niemal na wyciągnięcie ręki. Dla teoretyka mechanika to odpowiednik wizyty w muzeum… tylko zdecydowanie głośniejszym.
Największym magnesem całej imprezy był oczywiście Robert Kubica – nasza duma w Formule 1. Oprócz spotkań na scenie odbywały się również pokazowe przejazdy bolidem. Trudno jednak było nazwać przygotowaną trasę pełnoprawnym torem. Był to raczej kawałek prostej zakończony miejscem do zawracania. Kubica nie miał gdzie rozpędzić samochodu, ale widowiskowe bączki udawało się robić, dźwięk silnika V8 rekompensował wszystkie braki toru. Ryk wydobywający się z bolidu był tak potężny, że nawet osoby przekonane o świetnym słuchu przez chwilę zaczynały komunikować się głównie gestami.
Bardzo cieszyło mnie również to, że BMW nie przyjechało wyłącznie z Formułą 1. Można było zobaczyć między innymi BMW 320si, rajdowe BMW Z4 M Coupé, bolid Formuły BMW oraz kilka motocykli. Krótko mówiąc – raj dla fanów wszystkiego, co ma silnik i potrafi szybko znikać z pola widzenia.
Na deser organizatorzy przygotowali jeszcze pokazy akrobacji motocyklowych, przejazdy samochodami BMW z przebitą oponą typu run flat oraz prezentację modeli oferowanych przez lokalnych dealerów. Można więc było nie tylko posłuchać wyścigowych maszyn, ale również przez chwilę pomarzyć, że po powrocie do domu na podjeździe zamiast starego hatchbacka zaparkuje nowe BMW. Marzenia, jak wiadomo, są całkowicie darmowe.