Tym razem do Bukowiny wybrała się trójka drombo, do mnie i Tomka dołączył Łukasz. Jako że pociąg jechał z Gdańska, to w Wawie nie miał już miejsc siedzących. Na początku jechaliśmy na miejscach leżących w przejściu, ale później się zluźniło i ostatecznie do Zakopanego dojechaliśmy w pozycji siedząc. Od przystanku, na którym wysiedliśmy w Bukowinie, do pensjonatu Melon (no bo jaki) było cały czas pod górę. Jak już tam dotarliśmy, to byliśmy na tyle padnięci, że 2/3 składu stwierdziło, że trudno… Będziemy pili droższy alkohol kupiony w Polsce, a nie będziemy się do przystanku cofać i później jeszcze raz z obciążeniem się wspinać. Tomek po kilku próbach motywacyjnych, a także po rundzie wyzwisk sięgających pokoleń wstecz, ruszył sam. Ale nie jesteśmy tacy, by dopuścić do tego, by zatruł się alko. Pomogliśmy mu opróżnić butelki.
Następnego dnia udaliśmy się na Gubałówkę, wjechaliśmy kolejką i zeszliśmy na nogach.
Bukowina Tatrzańska
Posłuchaj wpisu (1:03)
Czyta syntetyczny głos AI Google














