Budapeszt to miasto, które składa się z dwóch części – Budy i Pesztu. Spokojnie, nikt nie każe Ci zdawać z tego egzaminu. Wystarczy zapamiętać, że jedna strona jest bardziej pagórkowata, a druga bardziej imprezowa. Widać po tym mieście, że nie zostało zniszczone w czasie wojny jak Warszawa. Ma piękne zabytki. Na dodatek jest główną siedzibą Wizzair, co widać na lotnisku.
Zamek Królewski i spacer po Wzgórzu Zamkowym. Widoki? Bajka. Zdjęcia? Minimum pięćdziesiąt. Wrzucisz trzy, reszta zostanie „na pamiątkę”. Baszta Rybacka wygląda jak z filmu Disneya, choć rybacy raczej nigdy tu nie łowili. To idealne miejsce, żeby udawać średniowiecznego władcę albo influencera podróżniczego. Kościół Macieja piękny z zewnątrz, pewnie jeszcze piękniejszy w środku. A dach wygląda tak, jakby ktoś wygrał konkurs na najładniejsze dachówki świata.
Parlament to jedna z najpiękniejszych budowli w Europie. Zarówno na mnie, jak i na Joli zrobił ogromne wrażenie. Nawet osoby, które zwykle omijają politykę szerokim łukiem, robią tutaj setki zdjęć. Plac Bohaterów i Park Miejski to idealne miejsce na odpoczynek. Jeśli trafisz na ławkę w cieniu, nie oddawaj jej zbyt szybko – to lokalny skarb.
Wielka Hala Targowa, gdzie można zakupić pamiątki, kupić paprykę, salami, słodycze albo coś, czego nie potrafisz nazwać, ale wygląda pysznie. To najlepszy sposób na przywiezienie kawałka Węgier do domu.
Fajnie jest, że istnieje linia tramwajowa nr 2, niejako rejs po Dunaju. Można w nim usiąść wygodnie i podziwiać panoramę miasta. Wieczorem Budapeszt świeci tak pięknie, że aparat w telefonie zaczyna się naprawdę starać.
Budapeszt to miasto, które potrafi zachwycić architekturą, historią, jedzeniem i atmosferą.