Ryby lubią ryby

Ryby lubią ryby – Opypy
Opypy 07/2024

Piątkowy wypad do Rybabar

Co prawda polubiliśmy wspólne gotowania, ale nie zawsze człowiekowi chce się stać przy garach czy Termomixie. Szczególnie w piątek, kiedy człowiek już cały tydzień coś robił. Perspektywa spędzenia kolejnej godziny w kuchni niekoniecznie wydaje się najlepszym pomysłem.

Tym bardziej że był piękny dzień. Zamiast kombinować, co by tu ugotować, wybraliśmy się na gotowe dania. Konkretnie na rybki do pobliskiego Rybabar.

Ja zazwyczaj wybieram tam Miętusa. I nie jest to przypadkowy wybór. Wiem, że Miętus jest rybą, przy której nie muszę prowadzić ciągłej kontroli bezpieczeństwa.

Żadnych niespodziewanych ataków ości. Żadnego grzebania w jedzeniu widelcem i sprawdzania, czy za chwilę nie czeka mnie wizyta u laryngologa. Można jeść i skupić się na jedzeniu.

Tym razem jednak postanowiłem trochę zaszaleć. Zamiast sprawdzonego Miętusa zamówiłem Pstrągi z pieca.

Ja bardzo lubię ryby. Naprawdę. Lubię ich smak, lubię pieczone, smażone, wędzone i właściwie większość ryb jestem w stanie zjeść z przyjemnością.

Jest tylko jeden mały problem. Ości.

Nie lubię ości bardzo.

Można powiedzieć, że mam do nich ograniczone zaufanie. Człowiek bierze kawałek ryby i zaczyna jeść. Niby wszystko jest dobrze, ale gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że ta ryba może jeszcze coś przed mną ukrywać.

Dlatego zamiast spokojnie jeść, człowiek zaczyna przeprowadzać dokładną kontrolę każdego kawałka. Widelec w lewo, widelec w prawo, oglądanie pod odpowiednim kątem. Dopiero można zaryzykować kolejny kęs.

Pstrągi z pieca — wreszcie spokój

Tym razem na szczęście było znacznie spokojniej. Pstrągi były z pieca, a ości były albo odpowiednio upieczone, albo na tyle dobrze widoczne, że można było je łatwo znaleźć i usunąć.

Dzięki temu mogłem skupić się na smaku, a nie na poszukiwaniu kolejnego zagrożenia życia.

I właśnie tak powinno wyglądać jedzenie ryby. Człowiek zamawia rybę, dostaje rybę i ją je. Bez dodatkowego szkolenia z chirurgii, bez lupy i bez sprawdzania, czy przypadkiem za chwilę nie połknie czegoś, czego zdecydowanie nie powinien.

Werdykt

Pstrągi z pieca okazały się więc bardzo dobrym wyborem. A piątkowy wypad na gotowe jedzenie przypomniał nam, że wspólne gotowanie jest fajne, ale czasami jeszcze fajniejsze jest wtedy, kiedy gotuje ktoś inny a Rybabar nadaje się do tego jak najbardziej.