Po odpoczynku sylwestrowo-noworocznym trzeba było, jak co roku, wrócić do pracy. Niby człowiek już przyzwyczajony, że święta się kończą, ale powrót do biura zawsze przychodzi zdecydowanie za szybko. Na szczęście WeWork postanowił nam ten powrót trochę osłodzić. Tym razem, gdy wracaliśmy do biura po przerwie noworocznej, WeWork sprawił nam miłą niespodziankę (no dobra, najbardziej Angelice). Z okazji pięciu lat wynajmu biura dostaliśmy Prosecco.
Egipt… lecimy!
Nie minęło jednak dużo czasu i zamiast kolejnych tygodni siedzenia w biurze mieliśmy już zaplanowany kolejny wyjazd. W drugim tygodniu ferii zimowych czekał na nas Egipt, a dokładniej Marsa Alam.
To był jeden z tych wyjazdów, na które człowiek czeka szczególnie mocno, kiedy za oknem jest szaro i zimno. Człowiek zaczyna zastanawiać się, po co właściwie mieszkamy w kraju, w którym zima trwa zdecydowanie za długo. Kierunek był więc prosty – słońce, Morze Czerwone, basen i święty spokój.
Tym razem trafiliśmy do Pickalbatros Sea World Resort Marsa Alam. I trzeba przyznać, że kompleks okazał się naprawdę bardzo dobrym wyborem.
Albatros Sea World Resort Marsa Alam
Sam resort jest naprawdę duży i nie jest typem hotelu, w którym po dwóch dniach człowiek zna już każdy zakamarek. Największym plusem podczas naszego pobytu były podgrzewane baseny. W Egipcie zimą temperatura powietrza jest oczywiście dużo przyjemniejsza niż w Polsce, ale wieczorami potrafi zrobić się całkiem chłodno.
Do tego bary i całkiem przyzwoite drinki. Niestety, ku smutkowi niektórych, Mojito nie było. Tragedia na skalę międzynarodową. Człowiek leci kilka tysięcy kilometrów, a tu nagle okazuje się, że nie wszystko można dostać.
Restauracje w hotelu
Jedną z rzeczy, które najbardziej przypadły nam do gustu, było jedzenie. Przy tak dużym kompleksie wybór był naprawdę spory i zdecydowanie nie można było narzekać na monotonię.
W hotelu działa kilka restauracji i punktów gastronomicznych, dzięki czemu podczas pobytu można było próbować różnych kuchni. Były dania kuchni egipskiej, orientalnej, włoskiej, azjatyckiej i międzynarodowej. Więc nawet przy dłuższym pobycie trudno było codziennie jeść dokładnie to samo.
Na śniadanie można było spokojnie znaleźć zarówno klasyczne europejskie zestawy, jak i coś bardziej lokalnego. W porze obiadowej wybór był jeszcze większy – mięsa, ryby, makarony, ryż, warzywa, sałatki i oczywiście cała masa deserów.
Wieczorem można było natomiast urządzić sobie małą podróż kulinarną bez wychodzenia poza teren hotelu. I właśnie to jest jedna z zalet dużych resortów w Egipcie. Jeżeli komuś jednego dnia marzy się pizza, drugiego coś z kuchni orientalnej, a trzeciego klasyczny grill, to nie trzeba wsiadać do samochodu i szukać restauracji w mieście.
Do tego oczywiście bary z napojami i drinkami. Jak już wspomniałem – większość potrzeb była zaspokojona. Większość. Mojito nadal pozostaje nierozwiązaną zagadką tego wyjazdu.
Atrakcje w Albatros Sea World
Sam hotel zapewniał wystarczająco dużo atrakcji, żeby przez kilka dni właściwie nie trzeba było nigdzie wyjeżdżać.
Do dyspozycji gości były przede wszystkim liczne baseny, w tym baseny z podgrzewaną wodą, zjeżdżalnie oraz strefy przeznaczone zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. W ciągu dnia organizowane były również różnego rodzaju animacje i aktywności.
Wieczorami hotel zdecydowanie nie zasypiał. Były wieczorne animacje, występy i muzyka, więc po kolacji można było usiąść przy drinku i po prostu obserwować hotelowe życie.
Oczywiście nie każdy musi brać udział w animacjach. Można też zastosować metodę „all inclusive po egipsku”, czyli znaleźć leżak, coś zimnego do picia i przez kilka godzin wykonywać bardzo skomplikowaną czynność polegającą na patrzeniu przed siebie.
I właśnie po to chyba człowiek jedzie na wakacje.
Plaża i Morze Czerwone
Dużym atutem resortu była również plaża i dostęp do Morza Czerwonego. Marsa Alam słynie z pięknych raf koralowych i dobrych warunków do snorkelingu oraz nurkowania.
Nawet jeżeli ktoś nie jest profesjonalnym nurkiem, warto zabrać maskę i rurkę. Podwodny świat Morza Czerwonego potrafi być zdecydowanie ciekawszy niż to, co dzieje się na powierzchni. Kolorowe ryby, rafa koralowa i możliwość zobaczenia morskiego życia zaledwie kilka metrów od brzegu sprawiają, że trudno sobie odpuścić choćby krótkie wejście do wody.
Marsa Alam jest zresztą jednym z tych miejsc w Egipcie, do których przyjeżdża się nie tylko po słońce i hotelowe all inclusive, ale również właśnie dla raf koralowych i snorkelingu.
Pobyt w Marsa Alam
Nasz pobyt był jednak przede wszystkim nastawiony na odpoczynek. Po polskiej zimie człowiek potrzebuje czasami po prostu kilku dni słońca i temperatury, która nie zmusza do zakładania trzech warstw ubrań.
A przy okazji okazało się, że w Marsa Alam można dorobić się całkiem interesującego pseudonimu.
Z racji z daleka widocznego brzucha 😛 i obecności pięknych kobiet wokół, przez miejscowych byłem zwany Sułtanem, a czasami po prostu Big Bossem.
Nie wiem, czy było to określenie wynikające z mojego wyglądu, sposobu poruszania się, czy może zwyczajnie z faktu, że z daleka wyglądałem jak człowiek, który właśnie kupił cały hotel. W każdym razie postanowiłem nie protestować.
Skoro już człowiek dostał awans na Sułtana, to trzeba było korzystać.
—














