Zmieniłem pracę na bardzo męczącą. Po 3 dniach musiałem udać się na urlop do Barcelony.
Naszą przygodę zaczęliśmy wieczorem. Barcelona po zachodzie słońca ma zupełnie inny klimat.
Oświetlone ulice, tętniące życiem place i imponujący Łuk Triumfalny sprawiają, że człowiek zapomina o zmęczeniu po podróży. To był dopiero początek.
La Rambla – serce miasta
Ruszyliśmy na słynną La Ramblę – najbardziej znany deptak Barcelony. Kilometr pełen ulicznych artystów, muzyków, restauracji i turystów z całego świata.
Wystarczyło kilka minut, żeby zrozumieć, dlaczego mówi się, że jeśli nie było się na La Rambli, to jakby nie było się w Barcelonie. Trzeba tylko uważać, żeby zamiast pamiątki nie kupić czegoś, czego wcale nie planowaliśmy.
Pogoda – polska vs hiszpańska
Skoro luty w Polsce oznacza kurtki, czapki i rękawiczki, byliśmy przekonani, że w Hiszpanii będzie podobnie. Nic bardziej mylnego.
Słońce grzało tak mocno, że z przyjemnością spacerowaliśmy w bluzach. Chwilami nawet było nam gorąco.
Najzabawniejsze było jednak to, że mieszkańcy Barcelony chodzili obok nas w zimowych kurtkach, szalikach, a niektórzy nawet w czapkach. My zastanawialiśmy się, gdzie jest najbliższy cień. Oni najwyraźnie przygotowywali się na nadejście arktycznego frontu. Każdy ma swoją definicję zimy.
Barceloneta – plaża w lutym
Później przyszedł czas na Barcelonetę. Plaża w środku lutego? Dla nas brzmiało to jak science fiction.
Spacer brzegiem Morza Śródziemnego, szum fal i słońce sprawiały, że trudno było uwierzyć, iż jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej byliśmy w Polsce.
Park Güell – bajkowy świat Gaudíego
W cudownym marszu cały czas pod górę dotarliśmy do Parku Güell. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc zaprojektowanych przez Antoniego Gaudíego.
Tutaj praktycznie nie ma prostych linii. Wszystko jest kolorowe, falujące i wygląda jak wyjęte z bajki.
Największą nagrodę po spacerze pod górę okazały się jednak tarasy widokowe. Panorama Barcelony robi takie wrażenie, że przez chwilę nawet przestaje się myśleć o zmęczonych nogach. Choć tylko przez chwilę.
Spotify Camp Nou – świątynia FC Barcelony
Nie mogliśmy oczywiście ominąć Spotify Camp Nou – stadionu FC Barcelony. Nawet podczas przebudowy czuć, że to miejsce ma wyjątkową historię.
To tutaj grali najwięksi piłkarze świata. Tutaj rodziły się emocje, które zna każdy kibic futbolu. Zdjęcie pod stadionem było obowiązkowym punktem programu.
Sagrada Família – projekt bez pośpiechu
A skoro mowa o budowach… czas odwiedzić miejsce, które jest symbolem cierpliwości. Sagrada Família powstaje nieprzerwanie od 1882 roku, czyli już od ponad 140 lat.
Patrząc na jej niezwykłe wieże i detale, można dojść do wniosku, że niektóre projekty naprawdę nie lubią pośpiechu. My byliśmy pod ogromnym wrażeniem.
Zastanawialiśmy się jednak, czy kiedyś doczekamy momentu, kiedy będzie można powiedzieć: „No i skończyli.”
Na zakończenie zostawiliśmy Parc de la Ciutadella – najbardziej znany park w centrum Barcelony.
Fontanna, egzotyczne rośliny, alejki pełne spacerowiczów i słynny kamienny mamut sprawiają, że jest to idealne miejsce na chwilę odpoczynku. Po intensywnym zwiedzaniu to było potrzebne.
Oczywiście „chwila odpoczynku” skończyła się kolejnymi kilometrami spaceru i następną porcją zdjęć.
Wnioski z pobytu
Po kilku dniach doszedłem do kilku prostych wniosków:
Barcelona potrafi zachwycić na każdym kroku. Licznik kroków bije rekordy szybciej niż nasze telefony nadążają je zapisywać. Ja zdobyłem komplet odznak, a telefon i zegarek myślały, że zmieniły właściciela.
Luty w Hiszpanii i luty w Polsce to dwie zupełnie różne pory roku. Mieszkańcy Barcelony i Polacy najwyraźnie mieszkają na dwóch różnych planetach, jeśli chodzi o odczuwanie temperatury.
Barcelona to miasto, do którego chce się wracać. Dla architektury Gaudíego, wyjątkowej atmosfery, pięknych widoków, piłkarskich emocji i tego uczucia, że nawet zwykły spacer zamienia się w kolejną przygodę.




























