Rok 2020 zapowiadał się całkiem zwyczajnie. Szkolenia, spotkania branżowe, wyjazdy, hotele, rozmowy przy kawie i kolejne okazje do zdobywania wiedzy. A potem pojawił się COVID-19 i w kilka tygodni świat przeszedł na tryb „zostań w domu”. Nagle hotele opustoszały, szkolenia przeniosły się do internetu, a eleganckie sale konferencyjne zastąpiły komputery ustawione na stole w kuchni. Zamiast spotkań z przedstawicielami firm branżowych mieliśmy wideokonferencje, podczas których największym osiągnięciem technicznym było znalezienie przycisku „włącz mikrofon”. Pandemia przyniosła również nowe dyscypliny sportowe: polowanie na papier toaletowy, gromadzenie makaronu, mąki i drożdży oraz wielogodzinne spacery po mieszkaniu w poszukiwaniu powodów, żeby wyjść z domu. Maseczka stała się obowiązkowym elementem garderoby, płyn dezynfekcyjny niemal perfumami, a zakupy spożywcze wydarzeniem wymagającym przygotowania logistycznego godnego dużej inwestycji budowlanej. A skoro siłownie i restauracje były pozamykane, pozostawała jedna rzecz, która rozwijała się bez żadnych ograniczeń — masa.
Zdrowych … Wesołych
Ursus
12/2020





