Zakopane 2009

Posłuchaj wpisu (2:48)

Czyta syntetyczny głos AI Google

W tym roku sezon zimowy rozpoczynał się na raty. Pierwszy raz w górach byłem w Lanckoronie, ale tam wyczynowo 😉 uprawiałem jogę, a ta nie jest sportem zimowym, tylko zdecydowanie całorocznym. Do Zakopanego nie mogłem pojechać razem ze wszystkimi, gdyż musiałem troszkę popracować i zakupiłem sobie bilet na środę wieczór.

Niespodzianka w pociągu

Już w pociągu pierwsze znaki pokazywały, że lepiej nie jechać do Zakopca ;-). Mianowicie rozwaliłem się w pierwszym wagonie pociągu (z racji gabarytów kupuję sobie 1 klasę :-)) i ułożyłem do snu. Zanim jeszcze osiągnąłem fazę REM, zbudziła mnie kontrola biletów i uświadomiła mnie, że co prawda klasa wagonu jest dobra, ale… jadę do Krynicy Górskiej. Więc przeniosłem się 6 wagonów dalej i zająłem cały przedział. Mimo wczesnej pory (pociąg nie spóźnił się ani minuty) z dworca odebrał mnie Tomek. Szybko dotarłem do kwatery, by zdrzemnąć się troszkę, po czym udałem się na zakupy, by uzupełnić garderobę o czapkę, rękawiczki i skarpety do butów zimowych.

Zakopane zima i widowiskowy upadek na nartach

Jakieś 4 godziny po przyjeździe na moich nogach pojawiły się narty (no dobra, wcześniej buty narciarskie) i zaczęło się. Jako że przyjechałem wyposażony w elektronikę utrwalającą rzeczywistość zarówno filmowo, jak i zdjęciowo, to tylko brakiem umiejętności operatora można wytłumaczyć, że pierwszy upadek nie został dobrze zarejestrowany. Z kolejnymi było już lepiej, choć jakoś dużo ich nie było. Jednak najbardziej widowiskowego pokazu nie nagrano, a słychać było w całym Zakopanem… Nie udało mi się ładnie wykręcić za Tomkiem i ze stoku wyjechałem na skróty :P. Widząc, że nie zdążę wyhamować, podniosłem sobie siatkę odgradzającą stok od reszty i przejechałem pod nią, wyginając się do tyłu :-). Jednak nie ustałem tego i już po przejechaniu ogrodzenia zaliczyłem glebę… co robić.

Powrót o pustym żołądku

Generalnie pobyt w Zakopanem był bardzo udany. Przeżyłem, więc jest dobrze. Obolały byłem bardziej po jodze niż po nartach, ale poniekąd po jodze byłem bardziej uodporniony na ból ;-). O ile wyjazd był udany, to powrót to był koszmar. Z Zakopanego do okolic Krakowa jechaliśmy ponad 4 godziny. Miejsce, gdzie mieliśmy zjeść (pod Częstochową „u Karola”), było już od 90 minut zamknięte, lokalizacja KFC w Częstochowie okazała się widmem (a jedną ominęliśmy) i generalnie przez całą podróż nie jedliśmy. Co tam, daliśmy radę :-). Po drodze spotkaliśmy dwie ciekawe rejestracje, jedna jest widoczna w całej okazałości, a druga uwieczniona w ostatniej sekundzie świadczy, że nie kłamie
(dedykacja dla osoby, która wie, że to dla niej :P) zdjęcia i film z wypadu są poniżej