Barcelona ferie 2023

Zmieniłem pracę, zmieniłem pracę na bardzo męczącą bo po 3 dniach pracy musiałem udać się na urlop do Barcelony.

Naszą przygodę zaczęliśmy wieczorem. Barcelona po zachodzie słońca ma zupełnie inny klimat. Oświetlone ulice, tętniące życiem place i imponujący Łuk Triumfalny sprawiają, że człowiek zapomina o zmęczeniu po podróży. To był dopiero początek. Bo orazu ruszyliśmy na słynną La Ramblę – najbardziej znany deptak Barcelony. Kilometr pełen ulicznych artystów, muzyków, restauracji i turystów z całego świata. Wystarczyło kilka minut, żeby zrozumieć, dlaczego mówi się, że jeśli nie było się na La Rambli, to jakby nie było się w Barcelonie. Trzeba tylko uważać, żeby zamiast pamiątki nie kupić czegoś, czego wcale nie planowaliśmy.
Skoro luty w Polsce oznacza kurtki, czapki i rękawiczki, byliśmy przekonani, że w Hiszpanii będzie podobnie. Nic bardziej mylnego. Słońce grzało tak mocno, że z przyjemnością spacerowaliśmy w bluzach, a chwilami nawet było nam gorąco. Najzabawniejsze było jednak to, że mieszkańcy Barcelony chodzili obok nas w zimowych kurtkach, szalikach, a niektórzy nawet w czapkach. My zastanawialiśmy się, gdzie jest najbliższy cień, oni najwyraźniej przygotowywali się na nadejście arktycznego frontu. Każdy ma swoją definicję zimy.
Później przyszedł czas na Barcelonetę. Plaża w środku lutego? Dla nas brzmiało to jak science fiction. Spacer brzegiem Morza Śródziemnego, szum fal i słońce sprawiały, że trudno było uwierzyć, iż jeszcze kilkadziesiąt godzin wcześniej byliśmy w Polsce.
W cudownym marszu cały czas pod górę dotarliśmy do Parku Güell – to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc zaprojektowanych przez Antoniego Gaudíego. Tutaj praktycznie nie ma prostych linii. Wszystko jest kolorowe, falujące i wygląda jak wyjęte z bajki. Największą nagrodą po spacerze pod górę okazały się jednak tarasy widokowe. Panorama Barcelony robi takie wrażenie, że przez chwilę nawet przestaje się myśleć o zmęczonych nogach… choć tylko przez chwilę.
Nie mogliśmy oczywiście ominąć Spotify Camp Nou – stadionu FC Barcelony. Nawet podczas przebudowy czuć, że to miejsce ma wyjątkową historię. To tutaj grali najwięksi piłkarze świata i tutaj rodziły się emocje, które zna każdy kibic futbolu. Zdjęcie pod stadionem było obowiązkowym punktem programu.
A skoro mowa o budowach… czas odwiedzić miejsce, które jest symbolem cierpliwości. Sagrada Família powstaje nieprzerwanie od 1882 roku, czyli już od ponad 140 lat. Patrząc na jej niezwykłe wieże i detale, można dojść do wniosku, że niektóre projekty naprawdę nie lubią pośpiechu. My byliśmy pod ogromnym wrażeniem, choć zastanawialiśmy się, czy kiedyś doczekamy momentu, kiedy będzie można powiedzieć: „No i skończyli.”
Na zakończenie zostawiliśmy Parc de la Ciutadella – najbardziej znany park w centrum Barcelony. Fontanna, egzotyczne rośliny, alejki pełne spacerowiczów i słynny kamienny mamut sprawiają, że jest to idealne miejsce na chwilę odpoczynku po intensywnym zwiedzaniu. Oczywiście „chwila odpoczynku” skończyła się kolejnymi kilometrami spaceru i następną porcją zdjęć.
Po kilku dniach doszedłem do kilku prostych wniosków:
Barcelona potrafi zachwycić na każdym kroku.
Licznik kroków bije rekordy szybciej niż nasze telefony nadążają je zapisywać a ja zdobyłem komplet odznak a telefon i zegarek myślały że zmieniły właściciela.
Luty w Hiszpanii i luty w Polsce to dwie zupełnie różne pory roku.
A mieszkańcy Barcelony i Polacy najwyraźniej mieszkają na dwóch różnych planetach, jeśli chodzi o odczuwanie temperatury.
Barcelona to miasto, do którego chce się wracać. Dla architektury Gaudíego, wyjątkowej atmosfery, pięknych widoków, piłkarskich emocji i tego uczucia, że nawet zwykły spacer zamienia się w kolejną przygodę.