Waldek się rozwodzi…

Two glowing humanoid faces in red and blue neon, split and facing each other with electric sparks, set against a cyberpunk city background with neon signs.

Siedem lat wspólnego życia, a finał krótszy niż reklamy przed filmem. Cała rozprawa rozwodowa trwała zawrotne 15 minut. Tak szybko, że człowiek ledwo zdążył się rozsiąść, a już było po wszystkim. Nie było wielkiego teatru, łez jak w brazylijskiej telenoweli, wyciągania brudów z szafy ani walki o tytuł „kto bardziej zawinił”. Sąd zapytał, wysłuchał, przybił pieczątkę i można było wracać do życia.
Rozwód bez orzekania o winie – czyli oficjalnie: nikt nie jest winny. Nieoficjalnie wiadomo wiadomo , że wina zawsze jest po obu stronach… żony i teściowej. (Oczywiście żart, zanim ktoś zacznie pisać pozew przeciwko poczuciu humoru).

Siedem lat budowania związku (no dobra może pięć), a rozwiązanie umowy szybsze niż zmiana operatora telefonu. Tyle wspólnych wspomnień, zdjęć, rozmów, kłótni o drobiazgi i klasycznych tekstów typu: „rób jak uważasz” zakończyło się w czasie, w którym niektórzy nie potrafią nawet wybrać filmu na wieczór. Żadnej wojny. Żadnych armat. Żadnego przeciągania liny. Po prostu dwoje ludzi uznało, że czas napisać ostatnią stronę tej historii i zamknąć książkę.

Bo małżeństwo jest trochę jak wspólny projekt – czasem projekt trwa latami, czasem okazuje się, że dalsze poprawki już niczego nie zmienią, a czasem najlepszym rozwiązaniem jest kliknąć: „zakończ współpracę”.

Korzystając z okazji dziękuję wszystkim którzy mi pomogło wrócić na rynek 😉 tym razem towarów używanych 😛