Uzbrojeni w dobre humory wyruszyliśmy do Kurozwęk, nie spodziewając się, że czeka nas prawdziwa ekspedycja. Pierwszym wyzwaniem okazał się słynny labirynt z kukurydzy. Z pozoru niewinna atrakcja szybko zamieniła się w test orientacji w terenie, cierpliwości i umiejętności udawania, że „ja tylko sprawdzam inną drogę”. Niektórzy mijali te same zakręty tyle razy, że kukurydza zaczęła ich rozpoznawać. Plotka głosi, że do dziś gdzieś tam krąży echo pytania: „Czy my już tędy nie szliśmy?”. Po zwycięskiej ucieczce z zielonego labiryntu udaliśmy się do pałacu w Kurozwękach. Eleganckie wnętrza, historia i dostojna atmosfera sprawiły, że choć przez chwilę każdy poczuł się jak szlachcic. Kolejnym punktem było mini zoo. Zwierzęta z zaciekawieniem obserwowały nas, najwyraźniej próbując ustalić, kto właściwie jest większą atrakcją. Kozy liczyły na poczęstunek, osioł z filozoficznym spokojem ignorował wszystkich, a Żubry i reszta mieszkańców wyglądała na przekonaną, że takie wycieczki ogląda codziennie.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Bałtowie, gdzie przenieśliśmy się o miliony lat wstecz. Park dinozaurów zrobił ogromne wrażenie. Spotkaliśmy tyranozaury, diplodoki i wiele innych prehistorycznych gigantów. Niektóre wyglądały tak realistycznie, że kilka osób dyskretnie przyspieszyło kroku. Na szczęście wszystkie dinozaury były na diecie… turystów jedynie fotografowały.

Wpisy
TagI
Bari Bałtyk Budapeszt Bukowina Tatrzańska Czechy Dunaj Egipt Gdańsk Gdańsk; Gdynia Golf góry Hel impreza jedzenie jezioro kebab Marsa Alam morze mosty Mrzeżyno narty nowy rok Pit Lane pizza praca rodzina samolot Sauber Sopot spagetti spotkanie sylwester szkoła urodziny walentynki wesele woda Wrocław wyjazd Włochy zabawa Zakopane ślub święta


























