Wrzesień rozpoczął się oczywiście od wesela, na początek Beni i Andrzeja. Bardzo fajne wesele, drugie na którym moja narzeczona mogła sobie pozwolić na spożycie alkoholu, co sprawiło że jeszcze intensywniej się bawiła, śpiewom i tańcom nie było końca. Dziwnym zbiegiem okoliczności Iza złapała welon… jeszcze dziwniejszym ja złapałem musznik – nie było wyjścia musieliśmy się w tym roku pobrać :P.
Sobotnie swawole skończyły się dla nieprzyzwyczajonego organizmu tak że od niedzieli do środy nie wydawał z siebie innego dźwięku jak szept (swoją drogą każda kobieta powinna być wyposażona w przycisk który wywołuje ten stan).
Dwa tygodnie później odbyło się kolejne wesele (później policzę które) Irka z Edytą, ślub w kościele który na samym początku był brany pod uwagę na nasze wesele, ale niestety jest z drzewa a musiałby być z gumy. Trochę ślub przekształcił się w koncert, ale cóż wesele nie podobało sie nam specjalnie, o ile miejsca do tańczenie była wystarczająca ilość, to jedzenie było a) niedobre, b) zimne.
W ostatni weekend nie mieliśmy wolnego, impreza z okazji urodzin Maćka była tak zorganizowana byśmy mogli w niej uczestniczyć, co więcej odbywała się w tym samym kompleksie co nasze do końca już prawie zaplanowane wesele

Wpisy
TagI
Austria Bari Bałtyk Bratysława Budapeszt Bukowina Tatrzańska Czechy dolina królów Dunaj Egipt Golf góry Hurghada impreza jedzenie jezioro kebab Luxor Marsa Alam morze Mrzeżyno narty nowy rok pizza praca rodzina samolot spagetti spotkanie sylwester szkoła Słowacja urodziny wesele Wiedeń woda wyjazd Węgry Włochy zabawa Zakopane zima ślub śnieg święta
