Majówka 2009 Darłówku

Posłuchaj wpisu (1:48)

Czyta syntetyczny głos AI Google

Majówka w tym roku była inna niż wcześniejsze, po pierwsze nie byłem w Zakopanem(ym) i nie spędziłem ani sekundy w pociągu. Zamiast tego umówiłem się z Małgosią (stolica wielkopolski), że spotkamy się w Darłówku i będziemy się dobrze bawić. W sile 10 (słownie dziesięciu) osób pojawiliśmy się nad morzem dnia 1 maja, choć w różnych godzinach. Godziny są ważne o tyle, że gdy Gosia ze swoją ekipą przyjechała, to ja już zdążyłem zmienić kolor twarzy na czerwony.

Co prawda lekko precyzja poznańska nawaliła i z półtorej godziny zrobiły się dwie i pół, ale to pewnie wina GPS i się nie czepiam. Tym bardziej, że my obliczyliśmy wcześniej czas potrzebny do podania kiełbasek i wszystko było jak w… warszawskim zegarku :-). Warszawa przygotowała Poznaniowi kiełbasę Śląską w Darłówku, więc przy okazji mała lekcja geografii nastąpiła (nie zdziwiłbym się, jakby węgiel drzewny był z Białegostoku).

Dzięki tej majówce wiem, że kariery w show biznesie… nie zrobię. Nie dość, że nie mam wyglądu, to jeszcze nawet głosu mi nie dano (w jakiej ja kolejce stałem?).

Generalnie pierwszy wieczór jak i drugi się udały bardzo, a fotostory jest na zdjęciach w albumie picasaweb oraz niestety na filmach. Trzeci wieczór był inny, gdyż reprezentacja wielkopolski zbliżała się do swojej stolicy, a warszawa udała się nad morze, by uwiecznić na fotografiach zachód słońca. Słońce jednak za karę, że woleliśmy przez dwa przepiękne dni bawić się zamiast je podziwiać, pokazało nam figę i zaszło za chmurę (jednak dopiero na chwilkę przed właściwym zachodem, więc i tak są ciekawe zdjęcia).

Oczywiście pracowałem też troszkę, ale jeśli chodzi o pracę to w 30 minut się wyrobiłem, więc ten epizod można pominąć.