Sopot

W końcu udało mi się wyrwać nad morze. Kierunek był oczywisty – Sopot. Pogoda dopisała, Bałtyk jak zwykle nie rozpieszczał temperaturą, ale przecież nikt nie jedzie tam po to, żeby siedzieć w wodzie. Najważniejsze było poczuć morski klimat i przywieźć trochę zdjęć na pamiątkę.
Pierwsze kroki skierowałem oczywiście na plażę. Trzeba było sprawdzić, czy piasek jest tak samo miękki jak rok temu, a fale nadal robią więcej hałasu niż pożytku. Kilka zdjęć na brzegu było obowiązkowym punktem programu – przecież nikt później nie uwierzy, że naprawdę byłem nad morzem.
Nie mogło zabraknąć spaceru po sopockim molo. W końcu to miejsce, które odwiedza każdy turysta. Trochę spacerowania, trochę podziwiania widoków i oczywiście kilka fotografii z różnych stron, żeby było z czego wybierać. Wieczorem plaża wyglądała jeszcze lepiej. Zachodzące słońce zrobiło świetne tło do kolejnych zdjęć. Szkoda tylko, że wiatr nad Bałtykiem jak zwykle miał własny pomysł na moją fryzurę. Po spacerach przyszła pora na odpoczynek. Nadmorskie knajpki nie zawiodły – zimne piwo smakowało wyjątkowo dobrze po całym dniu chodzenia. A skoro już człowiek usiadł, to wypadało też zamówić coś konkretnego do jedzenia. W końcu wakacje są od tego, żeby nie liczyć kalorii.
Wyjazd mogę zaliczyć do bardzo udanych. Słońce dopisało, zdjęć przybyło, molo zostało zaliczone, plaża również, a żołądek ani razu nie miał powodów do narzekania. Teraz pozostaje tylko wywołać fotografie i mieć nadzieję, że na wszystkich nie wyszedłem z zamkniętymi oczami. W końcu cyfrowe aparaty dopiero zaczynają zdobywać świat, więc każda udana fotka to mały sukces.