
Początek czerwca zapowiadał się całkiem zwyczajnie, dopóki nie znalazłem się w największej cementowni w Polsce. Już po przekroczeniu bramy było wiadomo, że tutaj wszystko występuje w wersji XXL (czyli mojej ulubionej) – kominy, piece, taśmociągi i ciężarówki. Nawet kurz sprawiał wrażenie produkowanego na skalę przemysłową. Zwiedzanie zakładu uświadomiło mi jedno – zanim worek cementu trafi na półkę, przechodzi drogę godną maratończyka. Po wyjściu z hali każdy wyglądał tak, jakby właśnie pomagał przy budowie autostrady, choć jedyne, co naprawdę dźwigaliśmy, to własne wrażenia.
Po tej dawce przemysłowych emocji przyszedł czas na szkolenie. Negocjacje, obiekcje, jakość i nowe pomysły sprzedażowe brzmiały już znacznie bardziej przekonująco, gdy wcześniej zobaczyło się miejsce, gdzie każdego dnia powstają tysiące ton cementu. Na zakończenie otrzymałem certyfikat Akademii CEMEX. To był dowód, że udało się zdobyć nową wiedzę i przetrwać spotkanie z betonową potęgą Polski bez trwałego zabetonowania własnych poglądów. Jedyną pamiątką oprócz certyfikatu była wiedza gdzie naprawdę zaczyna się solidny fundament.

