Zakopane 2009

W tym roku sezon zimowy rozpoczynał się na raty, pierwszy raz w górach byłem w Lanckoronie, ale tam wyczynowo 😉 uprawiałem jogę a ta nie jest sportem zimowym tylko zdecydowanie całorocznym. Do Zakopanego nie mogłem pojechać razem ze wszystkimi, gdyż musiałem troszkę popracować i zakupiłem sobie bilet na środę wieczór.
Już w pociągu pierwsze znaki pokazywały, że lepiej nie jechać do Zakopca 😉 mianowicie rozwaliłem się w pierwszym wagonie pociągu (z racji gabarytów kupuje sobie 1 klasę :-)) i ułożyłem do snu, zanim jeszcze osiągnąłem fazę REM zbudziła mnie kontrola biletów i uświadomiła mnie ze co prawda klasa wagonu jest dobra, ale… jadę do Krynicy Górskiej więc przeniosłem się 6 wagonów dalej i zająłem cały przedział. Mimo wczesnej pory (pociąg nie spóźnił się ani minuty) z dworca odebrał mnie Tomek więc szybko dotarłem do kwatery by zdrzemnąć się troszkę poczym udałem się na zakupy by uzupełnić garderobę o czapkę, rękawiczki i skarpety do butów zimowych.
Jakieś 4 godziny po przyjeździe na moich nogach pojawiły się narty (no dobra wcześniej buty narciarskie) i zaczęło się, jako że przyjechałem wyposażony w elektronikę utrwalającą rzeczywistość zarówno filmowo jak i zdjęciowo to tylko brakiem umiejętności operatora można wytłumaczyć, że pierwszy upadek nie został dobrze zarejestrowany, z kolejnymi było już lepiej choć jakoś dużo ich nie było. Jednak najbardziej widowiskowego pokazu nie nagrano a słychać było w całym Zakopanym… nie udało mi się ładnie wykręcić za Tomkiem i ze stoku wyjechałem na skróty 😛 widząc, że nie zdążę wyhamować podniosłem sobie siatkę odgradzającą stok od reszty i przejechałem pod nią wyginając się do tyłu 🙂 jednak nie ustałem tego i już po przejechaniu ogrodzenie zaliczyłem glebę… co robić.
Generalnie pobyt w Zakopanym był bardzo udany, przeżyłem więc jest dobrze obolały byłem bardziej po jodze niż po nartach, ale poniekąd po jodze byłem bardziej uodporniony na ból ;-). O ile wyjazd był udany to powrót to był koszmar, z Zakopanego do okolic Krakowa jechaliśmy ponad 4 godziny, miejsce gdzie mieliśmy zjeść (pod Częstochową „u Karola”) było już od 90 minut zamknięte, lokalizacja KFC w Częstochowie okazała się widmem (a jedną ominęliśmy) i generalnie przez całą podróż nie jedliśmy, co tam daliśmy radę :-). Po drodze spotkaliśmy dwie ciekawe rejestracje, jedna jest widoczna w całej okazałości a druga uwieczniona w ostatniej sekundzie świadczy, że nie kłamie
(dedykacja dla osoby która wie ze to dla niej :P) zdjęcia i film z wypadu są poniżej

Bałtyk choinka Darłówko edukacja gazeta góry impreza jedzenie jezioro Mikołaj miłość morze młodość narty nauka nowy rok podstawówka Polska Grupa Partner praca rodzina samolot sesja spotkanie sylwester szkolenie szkoła taniec technikum turcja urodziny walentynki wenezuela wesele woda wyjazd zabawa zachód słońca zawodówka ślub święta