Kiedy hotel 4 Żywioły w Falentach zapełnia się przedstawicielami Polskiej Grupy Partner 📎, to od razu wiadomo, że standardowe definicje szkoleń przestają obowiązywać. 30 maja 2025 roku, punktualnie o godzinie, którą uczestnicy uznali za barbarzyńsko wczesną (ale kawa była już gotowa i dawała moc jak trzeba), pojawiło się prawie 140 osób z każdego zakątka Polski, gotowych na „kurs przetrwania” w dżungli innowacyjnych produktów.
Przez pełne 8 godzin, 17 czołowych firm wyciągnęło najcięższe działa sprzedażowe, z rozmachem prezentując swoje najnowsze produkty w aż ośmiu salach. Każda prezentacja przypominała nieco bokserski ring 🥊– tylko zamiast ciosów były celne argumenty, a zamiast rękawic – długopisy 🖊️, etykiety 🏷️ i sterty kolorowego papieru.
Fellowes zaczął od ergonomii, przypominając, że kręgosłup jest tylko jeden i warto go szanować, nawet w biurze. 2×3 zaś ożywiło stereotypową tablicę, wyposażając ją w magnesy, kółka i więcej stylu niż przeciętny influencer na Instagramie. Edding zapisał naszą wyobraźnię permanentnymi kolorami, które przetrwają nawet biurowe tsunami, a Argo przekonało, że dokumenty mogą być atrakcyjne niczym okładka Vogue – prawie szkoda je ukrywać w segregatorze. Avery postanowiło uporządkować życie nie tylko w biurze, ale też osobiste – etykietując niemal wszystko, łącznie z lunchboxem i psem. Stabilo z kolei przypomniało czasy szkolne, choć z wyraźnym upgrade’em – pisaki same wskakiwały do dłoni, jakby były zdalnie sterowane. Biurfol sprawił, że segregatory nagle stały się przedmiotem pożądania, a Esselte pokazało, że nawet klasyka może zaskakiwać niczym sequel hollywoodzkiego hitu. Sylvamo przywiozło papier, który bardziej przypominał jedwab, zachwycając uczestników gładkością godną jedwabnych koszul. Merida przekonywała, że czystość w biurze nie jest fanaberią, tylko podstawowym prawem człowieka – w końcu kto chce pracować w środowisku, gdzie kleją się ręce i wszystko wokół? Astra przeniosła wszystkich do krainy dzieciństwa, dowodząc, że plastelina i kredki nigdy nie wyjdą z mody – zwłaszcza, gdy dorosły człowiek nagle odkrywa w sobie uśpionego artystę. Hamelin zachwycał estetyką zeszytów, które niemal samodzielnie pisały notatki. Trodat udowodnił, że pieczątka może być dziełem sztuki, a Emerson zaprezentował notatniki tak luksusowe, że niektórym szkoda było je nawet otworzyć, nie mówiąc już o pisaniu. Metsa wkroczyła na scenę z ekologiczną misją, przekonując, że przyszłość papieru jest zielona – i to dosłownie. BIC, jak zawsze, stał na straży niezawodności – wszak to synonim słowa „długopis”. Staropolanka (a właściwie Uzdrowiska Kłodzkie) natomiast pilnowała, aby nikt nie padł z wycieńczenia, serwując wodę szybciej, niż plotki obiegały salę.
W południe nastała przerwa na obiad 🍖– wydarzenie tak strategiczne, że powinno być opatrzone osobnym punktem w programie. Rozmowy przy stole były równie intensywne, co prezentacje, a wymiana wizytówek przypominała grę karcianą na najwyższym poziomie.
Wieczór należał do zabawy – kolacja grillowa 🥩🥓 z open barem 🍷🍸🍹🍻. Na początku jednak Staropolanka zafundowała najlepszym oddziałom vouchery a Fellowes rozdał nagrody w postaci darmowych zakupów, czym przyprawił o zawrót głowy nawet najbardziej wybrednych kolekcjonerów ergonomicznych gadżetów.
Tuż po rozdaniu nagród parkiet przejął DJ🎧, rozkręcając atmosferę, aż… na scenę wkroczył magik 🪄-niespodzianka. Przez godzinę czarował, zaskakiwał i wyciągał uczestników z publiczności, by ci – zupełnie nieświadomie – zostali asystentami w magicznych sztuczkach. Po pokazie iluzji DJ wrócił do konsolety, a magik… wcale nie zniknął. Przez następne dwie godziny krążył między stołami, czarując z bliska i z uśmiechem łamiąc zasady fizyki oraz logiki.
Impreza zakończyła się długo po północy, a ostatnie światła w pokojach hotelowych zgasły zdecydowanie później, niż ktokolwiek śmiał przypuszczać. Bo gdy Grupa Partner szkoli, to z pasją, a gdy się bawi – to bez hamulców.
Całe wydarzenie zakończyło intensywne, niemal dwumiesięczne przygotowania, podczas których udało się nam w końcu rozładować biuro z kartonów z próbkami produktów oficio i od naszych dostawców. Teraz znów mamy miejsce, by swobodnie przejść z jednego końca biura na drugi, bez użycia technik alpinistycznych.
Angelika, dzięki której cała impreza nabrała życia i koloru, pokazała, że zorganizowanie chaosu w harmonijną całość jest możliwe, choć wymaga cudów logistycznych na miarę żonglerki flamingami. Tomek, mistrz strategicznego planowania szkoleń, wykazał się talentem godnym szachisty – dostawcy byli zachwyceni, szkolący usatysfakcjonowani, a nikt nie zasnął (przynajmniej oficjalnie). No a ja… Waldek dostarczyłem poza pierdylionem pomysłów (część uwzględniona część nie) prace graficzne, od roll-upów po identyfikatory, które były tak udane, że niektórzy uczestnicy postanowili je zachować jako pamiątki rodzinne na kolejne pokolenia 🙂 a projektowanie ich dało mi dużą satysfakcje oraz masę interakcji z Angeliką i Tomkiem co jest ładne i nowoczesne a co nie 😛





Węcej zdjęć i filmów jest tutaj i można tam dodać swoje
