Urlop na Malcie rozpoczął się od… przygody! WizzAir postanowił, że czas to pojęcie względne, więc zamiast o 16:15, wystartowaliśmy dopiero tuż przed 18:00. Do tego samolot spóźnił się tak, że na miejsce dotarliśmy dopiero o 21:00, ale na szczęście wypożyczalnia samochodów była wciąż otwarta – inaczej moglibyśmy zostać na lotnisku z walizkami jak prawdziwi turyści.
Jazda na Malcie to już osobna historia – ja jako pasażer przeżywałem każdy zakręt, a kierowca testował swoje umiejętności jeżdżenia pod prąd. Po tym wszystkim dotarliśmy do naszej willi, której basen i jacuzzi stały się naszymi nowymi najlepszymi przyjaciółmi. W końcu poszliśmy spać po 2 w nocy, bo kto by się spieszył przecież to urlop?
Kolejnego dnia przyszedł test wytrzymałości – 1,5 kilometra pod górę, przy 40 stopniach w cieniu, czułem się jakbym zrobił półmaraton. Po tym marszu byliśmy gotowi na każdą przygodę!
A potem Wioska Papaja, miejsce, gdzie scenki z serialu odbywają się na żywo, widoki są cudowne każdy znajdzie coś dla siebie, a na końcu można odpocząć przy basenie, żeby nie myśleć o szpinaku.
Po pełnym dniu relaksu, wybraliśmy się przerz całą wyspę zobaczyć St Peter’s Pool, wszyscy mówili ze trzeba to zobaczyć, nie sprawdzałem w necie jak to wygląda i inaczej to sobie wyobrażałem ale trzeba przyznać ze miejsce jest ładne choć nazwa „plaża” to może lekka przesada – tam to skała na skale, z naszej 6 i pół osobowej wycieczki 3 osoby skoczyły więc nie przyjechaliśmy na darmo!
Na kolejny dzień zaplanowaliśmy rejs – płynęliśmy wokół Malty, zwiedzając jaskinie wyrzeźbione przez morze w maltańskich wapieniach, do niektórych nawet wpływaliśmy. Na Comino plaża była ładna, ale to dopiero Blue Lagoon zrobiło piorunujące wrażenie – czysta woda i pływające obok ryby raj dla posiadaczy masek! Dla ułatwienia statem miał swoje prywatne kąpielisko odo okoła i dostać się można było skacząć lub grzecznie pomostem ze statku.
Na koniec jeszcze Valetta – pełna schodów, ale widoki wynagradzały każdy krok. Dolne ogrody Barrakka (jeszcze na luzie) jak i Górne ogrody Barrakka warte są są odwiedzenia ale i tak największe wrażenie zrobiła Fontanna Trytona, dzieęki której dowiedziałem się, że syrenka może mieć faceta – kto by pomyślał! Wróciliśmy na lotnisko, a powrót przebiegł bez problemów. I tak zakończyła się nasza pełna przygód maltańska podróż!
