W tym roku sezon zimowy rozpoczynał się na raty, pierwszy raz w górach byłem w Lanckoronie, ale tam wyczynowo 😉 uprawiałem jogę a ta nie jest sportem zimowym tylko zdecydowanie całorocznym. Do Zakopanego nie mogłem pojechać razem ze wszystkimi, gdyż musiałem troszkę popracować i zakupiłem sobie bilet na środę wieczór.
Już w pociągu pierwsze znaki pokazywały, że lepiej nie jechać do Zakopca 😉 mianowicie rozwaliłem się w pierwszym wagonie pociągu (z racji gabarytów kupuje sobie 1 klasę :-)) i ułożyłem do snu, zanim jeszcze osiągnąłem fazę REM zbudziła mnie kontrola biletów i uświadomiła mnie ze co prawda klasa wagonu jest dobra, ale… jadę do Krynicy Górskiej więc przeniosłem się 6 wagonów dalej i zająłem cały przedział. Mimo wczesnej pory (pociąg nie spóźnił się ani minuty) z dworca odebrał mnie Tomek więc szybko dotarłem do kwatery by zdrzemnąć się troszkę poczym udałem się na zakupy by uzupełnić garderobę o czapkę, rękawiczki i skarpety do butów zimowych.
Jakieś 4 godziny po przyjeździe na moich nogach pojawiły się narty (no dobra wcześniej buty narciarskie) i zaczęło się, jako że przyjechałem wyposażony w elektronikę utrwalającą rzeczywistość zarówno filmowo jak i zdjęciowo to tylko brakiem umiejętności operatora można wytłumaczyć, że pierwszy upadek nie został dobrze zarejestrowany, z kolejnymi było już lepiej choć jakoś dużo ich nie było. Jednak najbardziej widowiskowego pokazu nie nagrano a słychać było w całym Zakopanym… nie udało mi się ładnie wykręcić za Tomkiem i ze stoku wyjechałem na skróty 😛 widząc, że nie zdążę wyhamować podniosłem sobie siatkę odgradzającą stok od reszty i przejechałem pod nią wyginając się do tyłu 🙂 jednak nie ustałem tego i już po przejechaniu ogrodzenie zaliczyłem glebę… co robić.
Generalnie pobyt w Zakopanym był bardzo udany, przeżyłem więc jest dobrze obolały byłem bardziej po jodze niż po nartach, ale poniekąd po jodze byłem bardziej uodporniony na ból ;-). O ile wyjazd był udany to powrót to był koszmar, z Zakopanego do okolic Krakowa jechaliśmy ponad 4 godziny, miejsce gdzie mieliśmy zjeść (pod Częstochową „u Karola”) było już od 90 minut zamknięte, lokalizacja KFC w Częstochowie okazała się widmem (a jedną ominęliśmy) i generalnie przez całą podróż nie jedliśmy, co tam daliśmy radę :-). Po drodze spotkaliśmy dwie ciekawe rejestracje, jedna jest widoczna w całej okazałości a druga uwieczniona w ostatniej sekundzie świadczy, że nie kłamie
(dedykacja dla osoby która wie ze to dla niej :P) zdjęcia i film z wypadu są poniżej
Bałtyk choinka Darłówko edukacja gazeta góry impreza jedzenie jezioro Mikołaj miłość morze młodość narty nauka nowy rok podstawówka Polska Grupa Partner praca rodzina samolot sesja spotkanie sylwester szkolenie szkoła taniec technikum turcja urodziny walentynki wenezuela wesele woda wyjazd zabawa zachód słońca zawodówka ślub święta
Wpisy
- październik 2025 (1)
- sierpień 2025 (1)
- czerwiec 2025 (1)
- luty 2025 (1)
- październik 2024 (1)
- sierpień 2024 (1)
- lipiec 2024 (3)
- czerwiec 2024 (1)
- maj 2024 (1)
- kwiecień 2024 (1)
- marzec 2024 (1)
- luty 2024 (1)
- styczeń 2024 (1)
- sierpień 2023 (1)
- grudzień 2019 (1)
- maj 2017 (1)
- lipiec 2011 (2)
- maj 2011 (1)
- kwiecień 2011 (1)
- styczeń 2011 (1)
- grudzień 2010 (1)
- październik 2010 (2)
- wrzesień 2010 (2)
- czerwiec 2010 (2)
- maj 2010 (2)
- kwiecień 2010 (1)
- luty 2010 (1)
- styczeń 2010 (1)
- grudzień 2009 (1)
- październik 2009 (1)
- wrzesień 2009 (1)
- sierpień 2009 (3)
- lipiec 2009 (1)
- czerwiec 2009 (2)
- maj 2009 (1)
- kwiecień 2009 (1)
- luty 2009 (2)
- styczeń 2009 (2)
- grudzień 2008 (3)
- listopad 2008 (1)
- wrzesień 2008 (1)
- sierpień 2008 (1)
- lipiec 2008 (2)
- czerwiec 2008 (2)
- maj 2008 (2)
- kwiecień 2008 (2)
- marzec 2008 (3)
- luty 2008 (3)
- styczeń 2008 (2)
- grudzień 2007 (1)
- marzec 1978 (1)
