Co prawda polubiliśmy wspólne gotowania ale nie zawsze się człowiekowi chce stać przy garach czy tam termomixie i w piękny piątkowy dzień wybraliśmy się na gotowe… rybki w pobliskim Rybabar.
Choć najczęściej jem Miętusa bo wiem że tam mnie żadna ość nie spotka to tym razem wybór padł na Pstrągi z pieca, ja lubie smak ryb tylko bardzo nie lubię ości, tutaj ości były albo upieczone i chrupiące albo na tyle widoczne że mogłem się cieszyć smakiem bez nieustannego szukanie zagożenia życia jakim są ości 😛




